Andy Warhol: okładka płyty „The Velvet Underground & Nico”

Chciałbym prosić o pomoc w interpretacji Banana Andy’ego Warhola. Wiem, że dzieło to było wykorzystane jako okładka albumu „The Velvet Underground & Nico”, który poruszał w swych tekstach tematykę narkotyków, uzależnień, seksualności. Nie potrafię jednak do końca wyjaśnić dlaczego Warhol użył akurat banana, który jest poczerniały.

Przemysław Gulda: Okładka słynnej, debiutanckiej płyty grupy Velvet Underground, zaprojektowana przez Andy’ego Warhola, jest ewidentnie jego bardzo wyrazistą artystyczną wypowiedzią na temat miasta, w którym mieszkał i które stało się jego przybraną ojczyzną: Nowego Jorku. Co prawda owocowym symbolem tej metropolii od dawien dawna jest oczywiście jabłko, ale artysta nie mógł go wykorzystać, ze względu na potencjalny proces, który mógł mu zostać wytoczony przez broniących swych praw z dużą zaciekłością właścicieli wytwórni płytowej Apple Records, związanej z grupa The Beatles. Jedyną firmą, której udało się podpisać z nią ugodę na wykorzystanie symbolu jabłka, był komputerowy gigant Apple. Ale najwyraźniej Warhol nie miał talentów negocjacyjnych Steve’a Jobsa. Musiał zdecydować się więc na inny owoc – jego wybór padł na banana. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na plan Nowego Jorku, żeby się przekonać, że jego najważniejsza część, czyli Manhattan, jako żywo przypomina właśnie banana. Istnieje nawet słynny rysunek, na którym Manhattan i przylegający doń Brooklyn wpisane są w anatomiczny wykres penisa i jąder, ale trudno podejrzewać Warhola aż o tak mocno erotyczne pomysły.
Co jest najważniejsze na warholowym wizerunku Nowego Jorku – Wielkiego Banana? Żółć i czerń. To oczywiście obserwacja dotycząca niezwykle gorącego w tym mieście, będącego prawdziwym tyglem etnicznym, tematu rasowego. Warhol mówi swoim obrazem, że Manhattanem władają już niemal wyłącznie Azjaci (żółć) i czarni. Co zostaje białym? Underground. A dokładniej – Velvet Underground. [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]

Olivier Voss: Kąpiąca się

Wytłumaczcie, co znaczy wielka kobieta ze styropianu w jeziorze Binnenalster w Niemczech!

Urszula Śniegowska: Rzeźba Oliviera Vossa to spektakularny a jednocześnie ideologicznie podejrzany przykład sztuki publicznej. To swoista Statua Wolności witająca odwiedzających Hamburg, miasto portowe, słynące między innymi z bogatego życia nocnego i klubowego. Że nie wspomnę o prostytucji. Ciężkawe rysy, ostry makijaż  i pewna grubokościstość kolan naszej damy pozwala kwestionować jej płeć biologiczną, co w przypadku Hamburga nie dziwi i wskazuje sferę, w jakiej owa Mokra Odaliska niesie wolność. Nie chodzi przecież o wolność od ucisku jednego kraju nad drugim (jak tej darowanej przez Francuzów młodemu państwu amerykańskiemu), a o wolność od opresji tradycji i stereotypów płciowych. Taka Syrena przydałaby się w Warszawie. Jeśli zaś nowa Zuzanna w kąpieli to jednak kobieta z krwi i kości – taka do której wnętrza zaglądał bohater filmu Almodovara Porozmawiaj z nią¸ albo taka, przed jaką drżał doktor Antonio w noweli Felliniego w Boccaccio’70, (choć tylko reklamowała mleko), to rzeźbę Vossa należy uznać za kolejny szowinistyczny przykład kobiecego uprzedmiotowienia. Przykuta do dna, obciążona tonami betonu będzie marzła (i zamarzała) w jeziorze wystawiona na pastwę męskiego wzroku.  Kajakujący i wędkujący wokół starcy będą mogli przecież bezkarnie zaglądać jej… do ucha.
Gdybyż można było zanurkować i zobaczyć, co kryje toń rzeki Alster, na której rozlewisku umieszczona zostanie nasza bohaterka!   [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]

Pomnik na Placu Bohaterów Getta w Krakowie

nie bardzo wiem jak interpretować KRZESŁA na Placu Bohaterów Getta w Krakowie, jak „Kolejkę” Wróblewskiego……………….?

Zofia Maria Cielątkowska: Gdyby miał Pan/Pani ochotę poszperać w historii miejsca, polecam wspomnienia Tadeusza Pankiewicza z Apteki pod Orłem (przekształconej w Muzeum Pamięci Narodowej); mówią one m.in. o wyrzucanych z kamienic na plac meblach i oczekującej na przesiedlenie ludności żydowskiej… Być może, skojarzenie w tym kontekście z kolejką Wróblewskiego, jest do pewnego stopnia uprawnione. Porzucając jednak na chwilę historyczne konotacje; krzesła na placu są od siebie mocno oddalone i robią wrażenie niewygodnych. Swoją prostotą i bezpretensjonalną obecnością zaburzają jednak porządek placu, gdzie raczej spodziewalibyśmy się fontanny wokół której mogliby gromadzić się ludzie. A tymczasem, tylko co jakiś czas przejdzie tamtędy wycieczka czy zagubiony mieszkaniec… Ten dyskomfort miejsca można odczytać jako chęć zapomnienia o niewygodnej przeszłości, ale chodzi też o coś jeszcze. O pustkę. Na tych krzesłach rzadko kto siada; nie spełniają swojej podstawowej funkcji, przez co stają się świadkami nieobecności…

Karolina Breguła: W czasie wojny krakowski Plac Bohaterów Getta był świadkiem okrucieństwa wobec zamieszkującej dzielnicę społeczności żydowskiej. Dzisiaj toczy się wokół niego życie wolnych ludzi. Przez Plac biegnie się do pracy, idzie się na zakupy i na niedzielny spacer. I właśnie o współczesności myślą autorzy pomnika Bohaterów Getta z Biura Projektów Lewicki i Łata. Dzieło upamiętnia bohaterów poprzez spełnienie ich dawnych marzeń – pomnik jest zaprzeczeniem getta i symbolem wolności. Krzesła mają sprawić, że Plac stanie się miejscem otwartym; miejscem, które zaprasza i cieszy się obecnością każdego człowieka; miejscem spotkań i wspólnej radości. [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]