Mirosław Bałka: Wege zur Behandlung von Schmerzen

Proszę o interpretację najnowszej pracy Mirosława Bałki. W.B.
http://www.obieg.pl/obiegtv/22300

Małgorzata Widomska: Trudno się podjąć reinterpretacji jednej z prac artysty, który regularnie podejmuje tematyką holokaustu, pamięci zbiorowej, wypieranej i powracającej traumy. Instalacja Wege zur Behandlung von Schmerzen wydaje się w równym stopniu być rozbudowana w warstwie wizualnej, dźwiękowej i językowej czyli znaczeniowej. Ze względu na tą ostatnią istnieje pokusa, by interpretować ją jak wiersz na lekcjach języka polskiego. Wiersz o tytule „Sposoby leczenia bólu”:  sterylne naczynie, mętna, czarna woda, studnia, strumień, złowrogi szum… zamknięty, samo trujący się obieg, ruina… pozornie przekraczająca się twierdza bólu – już bardzo blisko jesteśmy regularnego utworu poetyckiego poprzez uwypuklenie samej metaforyki. W ostatnich latach Mirosław Bałka stopniowo rezygnował z intymnego kodu na rzecz czytelnej, mocno osadzonej w historii i kulturze symboliki uprawiając coś na kształt pop konceptualizmu. Tytułowy ból umacnia swój dobitny kontekst w historyczności miejsca i sugestiach interpretatorów, w efekcie trudno jest zastąpić narzucającą się narrację medytacją. Myślę, że warto tu powstrzymać się od nawyku identyfikacji, by przemówiła sensualność pracy; napięcia jej rysunku, użytych materiałów. Aby to ułatwić pozwalam sobie mentalnie zanegować środowisko ekspozycji stawiając ją, na próbę, gdzieś przy monumentalnych obiektach Cleasa Oldenburga, Richarda Serry, albo w nigdy niezrealizowanym mauzoleum Newtona, w sąsiedztwie muzyki Wagnera… instaluję ją  w przestrzeni nieoswojonej, a potem intymnej własnego domu… i ciągle działa docierając do sugerowanych poruszeń nie trzymając się kurczowo pojęć.

Iga Woszy: Bałka w swoich pracach podejmuje tematy ważne i bolesne. Chce by odbiorca miał niemal fizyczny kontakt z omawianym problemem, żeby poczuł się źle. Zdaniem artysty, rolą sztuki jest przypominanie nam o tym, co niedobre w nas i w naszej historii. Ten efekt trudno jednak dzisiaj osiągnąć. Kultura stała się rozrywką, a jej twórcy, drżąc o samopoczucie odbiorców, robią wszystko, co mogą, by wychodzili oni z galerii czy muzeów bez uszczerbku fizycznego a nawet psychicznego. Poprzez swoją pracę Wege zur Behandlung von Schmerzen, skierowaną do uczestników Europejskiego Kongresu Kultury, artysta krytykuje współczesne metody pracy z odbiorcą.

Instalacja to ogromny strumień czarnej mazi. Symbolizuje wszystko, co złe, o czym powinniśmy myśleć dla przestrogi i o czym artysta ma obowiązek ciągle nam przypominać. Brud leje się wprost na nas. Ma nas zalać, ma sprawić, że wreszcie coś poczujemy, że zaboli nas uderzenie strumienia wody – może nawet połamie nam kości, że będzie nam zimno – może nawet dostaniemy od niego zapalenia płuc, że będziemy brudni i śmierdzący.

A jednak z Pawilonu Czterech Kopuł, gdzie prezentowana jest praca, wychodzimy bez uszczerbku, bo tak zbudowany jest aparat kultury, że wszystko złe, co próbuje na nas wylać artysta, ląduje w wielkim leju – nie brudząc nas i nie kalecząc. Może było nam trochę nieswojo, bo widzieliśmy ów brud tuż obok siebie i  może trochę się baliśmy, że poplami nam eleganckie marynarki, ale na szczęście, po wyjściu, szybko mogliśmy zapomnieć o zagrożeniu, bo na pewno gdzieś niedaleko była smaczna kawa i ciasto, które pozwoliło nam skupić się na czymś przyjemnym.

Poprzez swoją prace Bałka pokazuje, że nie podoba mu się, że efekt jego niezwykle mocnych prac, zawsze łagodzony jest przez przyjemną rozrywkową otoczkę proponowaną przez instytucje sztuki. [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]

Wolfgang Tillmans: Man pissing on chair

Bardzo proszę o wytłumaczenie mi dlaczego facet, który sika na krzesło jest sztuką, bo na prawdę nie rozumiem. To praca artysty, którego wystawa za tydzień będzie gościła w Galerii Narodowej w Warszawie. Ciekawe, czy będziemy “mieli szczęście” oglądać tam również to zdjęcie!??

Katarzyna Sagatowska: Fotografia od początku swego istnienia ekscytowała zdolnością dokumentowania rzeczywistości. Z tej zdolności chętnie korzystają artyści tworząc różne opowieści. Niektóre nie wywołują specjalnych emocji, inne, przez otwieranie przed odbiorcą nieznanego mu świata, dziwią czy nawet szokują. Wolfgang Tillmans chętnie pokazuje nam swoją codzienność, skupia się na detalu, chwili. Fotografuje otaczające go przedmioty, krajobrazy, ludzi. Najczęściej znajomych. Wśród nich trafił się i facet sikający na krzesło. Jak widzimy jest to przepisowo wyposażony skin (czerwone szelki, białe sznurówki), zatem właściwie oczekujemy od niego zachowania aroganckiego, a nawet agresywnego. Zapewne nie dziwiłoby pokazanie tego chłopaka podczas bijatyki na ulicy, zakrwawionego, poszarpanego czy wściekle wrzeszczącego. Tillmans pokazał nam jego agresję zupełnie inaczej. Jego walka jest spokojna i cicha, nie potrzebuje publiczności. Wystarcza mu sam akt. Pewnie ma świadomość, że następnego dnia, gdy krzesło wyschnie, pracownicy tego biura czy urzędu nic nie zauważą. Szkodzi nie szkodząc. Czemu to robi? Odpowiedzi może być kilka. Na tym właśnie polega siła sztuki. Artysta pokazuje zjawisko, a jego interpretację pozostawia widzom.

Karolina Breguła: „Man pissing on chair” to, jak w wiele fotografii Tillmansa, wyraz buntu młodego człowieka przeciw rzeczywistości swojego pokolenia. Chłopak teatralnie sikający na krzesło reprezentuje młodych idealistów, którzy nie chcą brać udziału w wyścigu szczurów, olewają walkę o stołki. [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]

Cecylia Malik, Justyna Koeke i Monika Drożyńska: Powerback

Bardzo proszę o wyjaśnienie, czy działanie Cecylii Malik, Justyny Koeke i Moniki
Drożyńskiej podczas Dni Małopolski w Brukseli było działaniem artystycznym? Jeśli tak, to jakie jest jego przesłanie? Co właściwie tam zaprezentowano? Czy przeciętny odbiorca (zwykli ludzie na ulicy) ma szansę odczytać intencję „artysty”?
(http://www.youtube.com/watch?v=8Mul_dv_0OU)

Beata Sosnowska: MOŻNA ZACZĄĆ WYJAŚNIAĆ TAK: Oto nadjeżdżają z jazgotem gruszek kiblowych, żabki pluszowe o napędzie krzyżowym, rusałki wodne w szmacianych wodorostach, pędzą wózkami do supermarketów – formuła jeden zza Wisły.  Przyjechały do Brukseli Polki, Wyzwolicielki… Artystki! Nad nimi łopocze flaga biało-czerwona, mocno dziurawa i znoszona. Na barykadzie z kolorowych szmatek, wolność niosące  i zabawę. Jeśli  Belg, Człowiek  Zachodu, nie zna lub nie wie co to siła polskiej tradycji,  zaraz się dowie wstąpiwszy w kolorową plamę szmacianego domu rozłożonego na starannie  wykostkowanej ulicy. Tam zazna słynnej, polskiej gościny i zje nie kotlety schabowe, czy kiełbasę swojską, tłustą i czosnkową lub kapustę kiszoną ale swoje ulubione frytki z keczupem.  W miękkich poduchach tułacza-wędrowca, emigranta za chlebem,  rozgości się, wymości  w  szpargałach kolorowych, przy telewizorze lub przy laptopie, gawędząc  zapomni o  swojej biurowej drętwości. Trochę się zdziwi, że nie ma tu Polek słynących z urody,  wąsatej historii ani drogi krzyżowej. Tu nie ma patosu, społecznej etykiety, tutaj rządza młode,  polskie kobiety.

MOŻNA TEŻ ZADAĆ PYTANIE: KIM SĄ TE DZIEWCZYNY? Nie są paprotkami – ozdobami biurowymi, nie są gospodyniami domowymi dziergającymi na białych serwetkach hafty z napisem  ”smacznego”, nie są też matkami płaczącymi nad mogiłami. Pluszowy krzyż dynda im w miejscu o którym mówi się źle i niewiele . Kto nie czytał ten nie wie, że romantycy kochali rusałki, Disney żabkę, a naród polski Polkę- Matkę. Towarzyszy dziewczynom Maryjka- szmaciana lalka  wypchana, zdjęta nie z ołtarzyka ale z dziecięcej półki. One nie celebrują, lecz bawią, bawiąc dystansują. Zapraszają  do krainy gdzie żaby, mity i glany mieszają się w jednej, beztroskiej zabawie.

A SKOŃCZYĆ  MOŻNA TAK: Ty, który się zatrzymasz i usiądziesz na środku ulicy, wśród szmat i  szpargałów przełamiesz tym swoje  ograniczenia i obalisz stereotypy. Miej pewność, że  siedząc  w swoim biurowym ubraniu obok zielonej rusałki i Maryjki  wypchanej tworzysz sztukę  i odkrywasz nieznane. Niech moc będzie z nami! [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]

Martin Kippenberger, Joseph Beuys, Piero Manzoni

Jeśli mógłbym prosić o odpowiedź na nurtujące pewnie wielu Polaków pytanie: co autor miał na myśli, co ma wpływ na to, że takie instalacje uzyskują takie ceny, to będę wdzięczny. Dyskusja zahaczyła również o Josepha Beuysa i jego masło na ścianie nie wspominając o Merda d’artistaPiera Manzoniego. Moja dziewczyna mówi o komunikacie – to jasne że za każdym takim działaniem idzie przekaz bardziej lub mniej zrozumiały, ale dlaczego puszka kupy jest warta 120 tys pln i jest nazwana sztuką?

Paweł Laufer: Szanowny Panie Piotrze, doskonale rozumiem Pańskie aporie, które i mnie swego czasu istotnie wiązały, wzbudzając  mieszane uczucia, a nawet, w szczytowej fazie, przyprawiły mnie o permanentny sceptycyzm poznawczy względem możliwości oceny dzieł sztuki i możliwości orzekania w ogóle co takim dziełem jest. Rozumiem też i wyobrażam sobie koloryt Pańskiego sporu z partnerką w tej jakże ulotnej materii. Mnie dyskusje takie pozbawiły wielu niecierpliwych znajomych, proszę więc o ostrożność i umiar. Zrazu zapewnię Pana, że spór ten nie zostanie rozstrzygnięty z tej prostej choć nieoczywistej przyczyny, że nie jest to w ogóle możliwe.
Zajmijmy się pierwszym z Pana pytań. Jak zauważa Pan wielu Polaków, być może na swoje nieszczęście zastanawia się co autor – Martin Kippenberger – miał na myśli tworząc „Kiedy zaczyna kapać z sufitu”. Manzoni odpowiedziałby z pewnością, że miał gówno na myśli, a przynajmniej mieć powinien, Beuys zaś obstawałby, że chodziło o gówno z masłem. Proszę wybaczyć język, ale używam go jedynie jako ilustracji klinicznej i tak proszę go odbierać. Być może Beuyes poszedłby dalej i powiedziałby, że dzieło nie wyraża w pełni zamysłu Kippenbergera, zamysłu, który w mniemaniu Beuyesa czai się w tym dziele i pragnie eksplodować, chce ekspresji, której dostąpić mogłoby, gdyby było pełnym ucieleśnieniem znaczenia tytułu dla niego właściwszego: „Kiedy gówno zaczyna kapać z sufitu”. Z masłem, rzecz jasna.
Celowo wiodę nas tym śmierdzącym wertepem, żeby uprzytomnić, jak chybotliwe i złudne w swojej niespożytej warianowości są sądy odbiorców, krytyków i samych artystów o konkretnych dziełach. Być może dostąpilibyśmy oświecenia i przyszłaby do nas ta wiedza o zamyśle Kippenbergera, jaki chciał zmaterializować w tym konkretnym dziele, gdyby tę widzę nam podarował i dzięki temu moglibyśmy też w jakiejś mierze ocenić na ile udało mu się uzgodnić materię z ideą, tym samym, pod tym kątem, moglibyśmy poznać tego dzieła częściową wartość. Ale nie będzie to możliwe, ponieważ zdani jesteśmy jedynie na siebie. Krytycy i estetycy już dawno nas zostawili na dworcu, z ostatnią kanapką w ręku. Nie załamujmy się jednak.
Nie istnieje jasne i ostre pojęcie krytyka sztuki, czy estetyka, takie jakim określać możemy działalność, kompetencje i przedmiot badania matematyka, hydraulika albo lekarza. Estetycy przyznają to bez uniku. Jedynym kryterium, jakim można mierzyć kompetencje krytyka i estetyka oraz ich warsztat z całym zapleczem narzędzi (metod, szkół interpretacji) jest ich dystynkcja i subtelność w oglądzie i ocenie. Tym lepszy krytyk i estetyk im bardziej subtelny. Tu źródło swoje mają problemy poznania dzieła sztuki. [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]