Tłumaczenie wystawy „Krajobraz przyszłości”

19 sierpnia 2011 r. w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie odbyło się tłumaczenie wystawy „Krajobraz przyszłości”. Tłumaczenie prowadziła Karolina Breguła.

Karolina Breguła:
Kuratorem wystawy „Krajobraz przyszłości” jest Fabio Cavallucci, który od niespełna roku jest dyrektorem CSW. Ta wystawa jest jego kuratorską opowieścią autobiograficzną, którą podsumowuje miniony rok pracy w Zamku Ujazdowskim.

Wideo otwierające wystawę to praca Elodie Pong. W swoim filmie robionym metodą foundfootage artystka zebrała wiele napisów sygnalizujących koniec filmu. Ta praca, w której ciągle widzimy napis the end, jest o początku. Ma ona powodować nasze oczekiwanie i w ten sposób wywoływać w nas to wspaniałe uczucie, którego doświadczamy za każdym razem, kiedy coś się kończy a my wiemy, że już za moment zacznie się coś nowego. Czujemy wtedy rodzaj nerwowej ekscytacji, podniecenia. W narracji Cavalluciego ta praca zdradza nam uczucia kuratora na początku jego drogi w zamku, przed objęciem stanowiska dyrektora. Niepewność przed przyjazdem do kraju o innej kulturze, gdzie ludzie mówią nieznanym mu językiem.
Pracę tę możemy też rozumieć jako żartobliwy komentarz do niemalże niekończącej się dyrektorskiej drogi Wojciecha Krukowskiego, który zamkiem zarządzał przez blisko 20 lat.

W szklanej gablotce widzimy pracę Katarzyny Przezwańskiej. Praca ta to nic innego jak zielony listek, czyli coś, co otrzymujemy na znak, że jesteśmy początkujący. Taki zielony listek upoważnia nas do robienia błędów, nieznajomości zasad. Katarzyna Przezwańska wręcza dyrektorowi zielony listek, dając mu tym samym okres ochronny.
Warto zauważyć przerysowany kolor tego listka, który wskazuje na jego dodatkowe znaczenie.  Gdyby ten zielony listek umieścić na zielonym drzewie, to prawdopodobnie byłby on bardziej zielony niż wszystkie inne listki. Byłby listkiem nienaturalnym, obcym.

Druga praca tej samej artystki to obiekt, który pozostał po chrzcie, jaki Przezwańska urządziła dyrektorowi w dniu otwarcia wystawy. Jest zwyczaj, że kiedy zaczynamy szkołę czy pierwszy raz jedziemy na letni obóz, przechodzimy chrzest. Polega on na tym, że koledzy i koleżanki ze starszych klas bawią się naszym kosztem upokarzając nas, zmuszając nas do czynności, których nie chcemy wykonywać oraz ubierając nas w stroje, w których czujemy się nieswojo. Katarzyna Przezwańska zrobiła dyrektorowi chrzest nakazując mu nałożenie garnituru, który, choć skrojony na miarę i w stylu godnym człowieka na poważnym stanowisku, ma barwy clownowskie. Przezwańska ośmiesza dyrektora pod przykrywką naszej rodzimej tradycji, dowodem której jest chociażby dyrektor Suchan, który podczas otwarcia pierwszej ekspozycji w nowym muzeum, wystąpił w sweterku w barwach neoplastycznych, dzierganym przez Julitę Wójcik. Na ścianie widzimy dyrektora na figlarnej fotografii, podobnej do tych, jakie wszyscy mamy w rodzinnych albumach na pamiątkę kolonijnego chrztu, który przecież każdy z nas przechodził.

Praca Sorena Dahlgaarda to seria portretów osób, które zamiast głów mają obrzydliwe ciasto z masy solnej. Artysta, poprzez swoje portrety, opowiada o zmianie, pokazuje, co się dzieje, gdy pozwalamy sobą manipulować, zdaje się przestrzegać. Efekt manipulacji łatwo się rozprzestrzenia. Im więcej wokół nas jednostek zmanipulowanych, tym łatwiej i nami manipulować. Tylko przez to tak wiele w bliższej i dalszej historii przykładów wielkich manipulatorów, którzy zdołali zmienić mózgi milionów ludzi w ciasto z masy solnej. Dyrektor Cavallucci pokazuje nam pracę Sorena Dahlgaarda nie tylko po to, by zastanowić się nad tym, do jakiego stopnia jednostka może manipulować tłumem, ale również w jaki sposób grupa może zmieniać jednostkę. Prawdopodobnie zastanawia się, na ile zmieni go nowa rzeczywistość, w której się znalazł.

Ślady tego niepokoju widzimy w kolejnej pracy, którą Fabio Cavallucci postanowił wybrać do swojej wystawy. To praca Fraçois Roche’a. Przedstawia ona wielkiego białego pająka w białej sieci. Ten pająk zmienił się i upodobnił do swojego otoczenia, które nie wydaje się być dla niego miejscem komfortowym. Pająk grzęźnie w lepkiej sieci, którą tka, w środowisku, które sam tworzy. Mamy wrażenie, że chciałby się z niego oswobodzić lecz nie może.

Mac Donalds jest symbolem czystości. W początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy pojawiały się pierwsze restauracje tej sieci, mówiło się, że jest czysto jak w mac donaldzie. Mac Donalds był oazą uporządkowania wizualnego i estetyki. Zawsze była w nim świeżo umyta podłoga, zawsze wszystko było pięknie poukładane i stało na swoim miejscu, zawsze były nowe meble. Taki ład nas fascynował, ponieważ odróżniał się od bezgranicznego chaosu, w którym pogrążona była przestrzeń wokół nas. Film Flooded mac Donalds został zrobiony przez duńską grupę Superflex, której członkowie nie doświadczyli polskiego bałaganu lat dziewięćdziesiątych. Żyjąc w dobrze zaprojektowanym i zawsze czystym miejscu, mogą pragnąć niezorganizowania i nieporządku, które  sprzyjają kreatywnym działaniom. Mogą mieć potrzebę zmieniania, potrzebę rewolucji. Dyrektor Cavallucci korzysta z tej pracy w swojej narracji autobiograficznej, żeby opowiedzieć o uczuciu, jakie prawdopodobnie towarzyszy każdej osobie, obejmującej dyrektorskie stanowisko – o chęci zniszczenia wszystkiego, zburzenia i zaczęcia od nowa, ułożenia własnego ładu. O pragnieniu zmiany, być może niekoniecznie takiej, która jest potrzebna, ale takiej, na jaką ma się ochotę ze względu na to, że ma się do niej prawo.

Jesteśmy w ostatniej sali wystawy. Obiekt, który tutaj widzimy wykonał Michał Budny. Jest to obiekt „Bez tutułu”. Wbrew temu, co mogłoby się nam wydawać, to wcale nie jest płot. Gdybyśmy ten obiekt położyli i miejsca, w których teraz dotyka on ściany oparli o brzegi strumienia to zobaczylibyśmy jego prawdziwe przeznaczenie. Ten obiekt to most, który Budny celowo odwraca, by uczulić nas na to, jak łatwo i niezauważalnie z czegoś, co służy do łączenia możemy zrobić coś, co służy zupełnie przeciwnym celom.

Praca Christiana Falsnaesa „You’re my heart, you’re my soul” jest publicznym wyznaniem miłości złożonym sztuce. Performer odgrywa przed kamerą człowieka w różnych kondycjach i w różnych momentach życia – od takiego, który ma się świetnie, dobrze się czuje i pląsa z radości, po   zmęczonego, uginającego się pod naporem kłopotów, idącego na czworakach. Niezależnie od tego, czy bohater jest w dobrej czy złej kondycji, sztuka zawsze jest w tle jak najlepsza partnerka życiowa. Dlatego też, słowami znanej piosenki, wyznaje jej wielką miłość. Wyznaje ją nie byle gdzie, bo w Centrum Sztuki Współczesnej a więc w świątyni sztuki, które jego wyznanie uświęcają. Falsnaes, świadom tego, że nie on sam kocha sztukę, ściszył swój głos, by ośmielić innych do równie otwartego wyznania w rytm piosenki.  Do tego właśnie służy mikrofon stojący w środku sali.

W tych trzech ogromnych gablotach Carlos Garaicoa umieścił papierowe obiekty, które mają nam przypominać karty ułożone w sposób, w jaki układa się pasjansa. Karty są w krwistej miłosnej barwie, bo pasjans to coś, co często układamy wtedy, gdy chcemy poznać przyszłość swojej miłości. W tym przypadku nasz pasjans ma mówić o tytułowym krajobrazie przyszłości nie miłości lecz instytucji czy dyrektora na jego stanowisku. Oczywiście te karty nie służą wyłącznie do układania pasjansa. One służą również do gry. Gra tymi kartami może być trudna, ponieważ są to karty znaczone. Być może kurator wystawy pokazuje tę pracę w Zamku Ujazdowskim na znak, że zorientował się już, że ta partia kart nie będzie łatwa.

Nico Vascellari i jego magnetofony połączone jedną taśmą zamykają kuratorską opowieść klamrą. Nawiązują one do pierwszej pracy tej wystawy. Obie prace są pętlą, jednak w przeciwieństwie do wideo Elodie Pong, które było o oczekiwaniu i radosnej nerwowości, ta praca jest o znużeniu. Kurator przeszedł już etap rozpoczynania i poznawania, jego życie nie jest już tak pełne ekscytacji, jak było na początku dyrektorskiej drogi. Patrząc na tę symbolizującą szarą codzienność taśmę, nie mamy pewności czy sunie ona w przód czy w tył. Nie wiemy, czy następuje tu regres, czy progres.

Wystawa ma jeszcze swój epilog. Jest nim instalacja Cai Guo-Qianga. Drzewa wyrastające z wieżyczek Zamku Ujazdowskiego to krótka opowieść o sile natury. Artysta zadaje sobie pytanie o to, co stanie się z człowiekiem, jeśli przesadzimy go, jeśli przeniesiemy go w miejsce, do którego nie pasuje i którego natura nie stworzyła z myślą o nim? Czy dopasuje się do nowych warunków, czy będzie za wszelką cenę starał się znaleźć własną drogę do środowiska, w którym czuje się dobrze? Nie znamy przyszłości drzewek, które tutaj widzimy. Nie znamy też przyszłości Zamku Ujazdowskiego, jeśli one tu pozostaną. Może drzewa zaczną wrastać w budynek, by z czasem rozsadzić go swoimi korzeniami? A może uschną z braku słońca i ziemi? Jaki będzie krajobraz tego miejsca w przyszłości? Z tymi niepokojącymi pytaniami zostawia nas chiński artysta Cai Guo-Qiang i włoski kurator, polski dyrektor Fabio Cavallucci.



dodaj własne tłumaczenie