Marek Kijewski: Trzy najczcigodniejsze siostry zrodzone

Proszę o interpretację pracy Marka Kijewskiego pt. „Trzy najczcigodniejsze siostry zrodzone”.

Agata Diduszko-Zyglewska: „Trzy najczcigodniejsze siostry zrodzone” Marka Kijewskiego z sierści dzikiego kota, gumy, kartonowych wytłaczanek na jajka, farby aluminiowej i 24 karatowego złota dukatowego wydają się na pierwszy rzut oka obiektem sztuki współczesnej. Jednak już cytat  z Usenera dołączony do dzieła bez ogródek wyjaśnia, że włochata forma to tylko nieoczekiwany, indywidualny ornament wycyzelowanej myśli klasycznej; to płomień na ścianie wiadomej jaskini – może krzywy lecz dający przeczucie PRAWDY. Przeczytajmy:”owe tajemnicze trzy siostry, to pszczoły, ale jako 
pszczoły również dusze, których zdolność lub niezdolność do wieszczenia zależy od tego czy są one “pełne” czy też “puste”. 
A więc wszystko jasne, państwo już też rozumieją, to przecież Olga, Irina i Masza – dusze z 24-karatowego złota, tak skłonne do lotu choćby na wonnych oparach czaju z samowara, a jednak uwięzione w garnizonowym miasteczku tak daleko od Moskwy. Prowincja oblepia je niczym sierść bezdomnego kota, który wpadł do kałuży z aluminiowej farby rozlanej na podziurawionej drodze wprost z przerdzewiałej paki zdezelowanej ciężarówki…
 [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]

Julita Wójcik: Bogactwo

Proszę mi wytłumaczyć, czy działanie pani Julity Wójcik jest działaniem artystycznym i czemu, oprócz darmowego rozdawnictwa węgla ma służyć. Chodzi mi o ostatnią jej pracę pt. Bogactwo, usypaną z 5 ton węgla w centrum Katowic. I pytanie najważniejsze: Czy gdybym ja wykonał podobną akcję, np. usypał napis bieda z trocin, czy byłaby to sztuka i czy mógłbym nazwać się artystą?

Przemek Chodań: „Bogactwo”  Julity Wójcik było działaniem artystycznym. Nawiązuje między innymi do tradycji happeningu czy sztuki konceptualnej, wpisuje się w żywy ostatnio trend prezentacji sztuki w przestrzeni miejskiej (artystkę uznać należy za jedną z głównych popularyzatorek tego typu działań w Polsce.) Swoje intencje Wójcik określiła dość  precyzyjnie. „Chodzi o pokazanie, że to bogactwo naturalne, które należy do nas wszystkich oraz, że bez węgla nie byłoby tego miasta” (http://tvp.info/informacje/kultura/bogactwo-rozsypane-pod-pomnikiem/5018857). Osobiście chciałem wierzyć, że rozsypanie pięciu ton węgla w centrum Katowic było działaniem krytycznym lub chociaż ironicznym. Wszystko wykazuje jednak na to, że wypowiedzi artystki i kuratorów są stuprocentowo poważne: artystka chciała uświadomić Ślązakom, Polkom i Europejczykom  znaczenie węgla w historii regionu!!! Tym samym „Bogactwo” odsłania swą intelektualną miałkość. Śmiem twierdzić, że  katowiczanom  uświadamianie faktu, iż ich tożsamość kulturowa była i jest współkształtowana przez  przemysł górniczy nie jest potrzebne. Natomiast podkreślanie, że to bogactwo naturalne  jest „naszym wspólnym dobrem” – w dobie prywatyzacji i permanentnego kryzysu przemysłu wydobywczego jest niestety mało przekonywające. „Biedna artystka nie wie, że węgiel dla Śląska jest jedynie przekleństwem. Z tego węgla powinna ułożyć: śmierć, kalectwo, ruina, wyzysk, szkody górnicze, lewe interesy” napisał na forum Gazety Wyborczej użytkownik Werty. Czy Julita Wójcik nie posiada takiej wiedzy? Niemożliwe. Chciała zmienić stereotypowe  myślenie o tym surowcu (otóż można nie tylko nim ogrzewać mieszanie a i sztukę z niego robić!) a przysłużyła się głównie  promocji mecenasa. Dlatego też ostatecznym rozrachunku należy podziękować sponsorom węglą za to, że katowiczanie mogli go sobie zabrać, a o pracy Julity Wójcik pomyśleć jako filantropijnej akcji społecznej z okazji zbliżającej się jesieni. [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]

W dwanaście godzin dookoła miski – tłumaczenie wystawy Jarosława Flicińskiego

4 sierpnia 2011 w galerii BWA Warszawa odbyło się tłumaczenie wystawy Jarosława Flicińskiego Tego nikt do końca nie wie. Tłumaczenie prowadził Przemysław Gulda.

Przemysław Gulda: Liczba dwanaście to liczba ze wszech miar wyjątkowa. I w naturze i w kulturze występuje wielokrotnie, występuje właściwie wszędzie, gdzie tylko spojrzeć: dwanaście godzin w ciągu dnia czy nocy, dwanaście miesięcy w roku, dwanaście znaków zodiaku, dwanaście podstawowych gatunków istot żywych według Stanleya, dwanaście sekwencji genów fundamentalnych w koncepcji Hinleya i Schulza.

Nic więc dziwnego, że niezwykłe właściwości tej liczby od dawna zwracają uwagę ludzi. Już od wieków istnieje choćby bractwo duzenowców, którzy traktują liczbę dwanaście jako fundament świata i dostrzegają jej obecność niemal wszędzie. Bractwo wywodzi się z jednego z zakonów rycerskich, powołanych podczas wypraw krzyżowych, jego członkowie osiedli na wschodzie, na terenach dzisiejszej Rosji, by po latach, przechodząc konwersję na prawosławie, przyłączyć się do grupy bractw staroobrzędowych. Najważniejszą postacią w historii duzenowców jest żyjący w XIX wieku brat Laurenty, który przeprowadził szeroko zakrojoną reformę bractwa i doprowadził do jego ekspansji niemal na cały świat.

Legendą założycielską tej grupy jest opowieść o naczyniu, z którego Chrystus spożywał posiłek podczas słynnej ostatniej wieczerzy. Trwają co prawda spory, jaki był charakter tego naczynia: o ile jedni upierają się, że był to raczej talerz (głównie Brown, który taką tezę stawia w swoim „Biblijnym menu”), inni twierdzą raczej, że była to miska (tego zdania jest choćby Pontiakoff, autor monografii „Co jedli apostołowie”), ale nie to jest w tej legendzie najważniejsze. Dozenowcy twierdzą, że po wieczerzy naczynie zostało pokryte złotem, a potem rozbite na dwanaście części. Poszczególne kawałki zostały ukryte w różnych częściach świata. Według legendy, kiedy zostaną połączone na nowo, ten, kto tego dokona zyska władzę nad wszystkimi dwunastoma plemionami zamieszkującymi ziemię.

Gdzie są dziś ukryte poszczególne fragmenty naczynia? „Tego nikt do końca nie wie” – jak głosi tytuł wystawy Jarosława Flicińskiego. Obrazy, które wchodzą w jej skład są niczym innym, jak tylko szczegółowymi planami dotarcia do miejsc, gdzie można je znaleźć. Każdy z nich zawiera wskazówki dotyczące kierunku, w którym należy się udać i ile kroków, metrów, bądź innych jednostek odległości przebyć, żeby odnaleźć kryjówkę.

Przykładowo więc, obraz „Rozmowa zaczęła się przed czasem”, swoim tytułem odnosi się do ostatnich chwil Chrystusa. „Przed czasem” czyli przed tym, kiedy – jak mówi Biblia – „wypełnił się czas” i umarł on na krzyżu, zaszło kilka ważnych wydarzeń z modlitwa w Ogrójcu na czele. Obraz odsyła więc do miejsca w ogrodzie, w którym modlił się Chrystus. Umieszczona na nim strzałka wskazuje azymut 252, azymut oczywiście nieprzypadkowy, powstały w wyniku pomnożenia liczby 12 z jej odwrotnością: 21 i ilość kroków, które należy przejść w tym właśnie kierunku. [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]

Piotr Uklański: Bez tytułu (Jan Paweł II)

NIE ROZUMIEM P. UKLAŃSKIEGO GŁOWY PAPIERZA  JP II UŁOZONEJ Z LUDZI.

Iga Woszy: W pracy Piotra Uklańskiego kształt papieskiej głowy ułożony został z setek statystów ubranych na brązowo i biało, tak, by wyglądali jak rozrzucona przypadkowo prażona kukurydza. Zwaną z angielska popcornem kukurydzę możemy tu rozumieć jako synonim zabawy w iście amerykańskim stylu. I właśnie zabawa, nie Bóg czy człowiek, wypełnia głowę naszego papieża.
Praca Uklańskiego mówi o ludzkich słabościach, które ma każdy, niezależnie od tego, kim jest. Nawet postać tak wybitna i dobra jak papież Jan Paweł II ma potrzebę zrobienia czegoś dla siebie, zaspokojenia swoich małych ludzkich pragnień.
[czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]