Reliefy Andrzeja Nowackiego

Witam serdecznie, Gratuluję świetnej inicjatywy. Chciałabym skorzystać z możliwości i prosić o kilka słów w temacie Andrzej Nowacki i jego reliefy oraz pastele.

Agnieszko Kulazińska: Reliefy Andrzeja Nowackiego na pierwszy rzut oka należałoby odczytać w odniesieniu do tradycji awangardowej. Pierwszym skojarzeniem przychodzącym na myśl jest tradycja op-artu. Narzucającymi się elementami poszczególnych kompozycji są wertykalne pasy tworzące specyficzny rytm pracy. Wskazuje to na inspiracje zjawiskiem synestezji, przenikaniem się różnych dziedzin sztuki. W tym przypadku mamy do czynienia z wyraźną inspiracją muzyką.

Niektóre z obrazów prezentowanych na stronie artysty swoją kolorystką wyraźnie odwołują się do form sztuki ludowej. Szczególnie wielobarwnego łowickiego pasiaka. Andrzej Nowacki jest artystą od lat tworzącym „na obczyźnie”. Czy zatem jego prac nie należałoby odczytać jako reminiscencji  polskiego krajobrazu, wyrazu tęsknoty za krajem lat dziecinnych? Wertykalne linie wzbudzają wówczas skojarzenia z górzysto-leśnym pejzażem rodzimej Rabki.

Na tą heroiczno-romantyczną interpretację wskazuje również zdjęcie reliefu przesłana do Biura. Restrykcyjny rytm geometrii zakłócony został w nim w centralnej części kompozycji, co sugeruje chęć ucieczki, powrotu, dokonania wyłomu w zrutynizowanej codzienności emigranta. [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]

Katarzyna Kozyra: Piramida zwierząt

Mam problem z twórczością Katarzyny Kozyry: chodzi mi głównie o interpretacje „Piramidy zwierząt”. Z góry dziękuję za pomoc.

Kamil Julian: „Piramida Zwierząt” Katarzyny Kozyry to rzeźba, która składa się z wypchanych ciał zwierząt: konia, psa, kota i koguta, ustawionych na sobie. Zwierzęta nie zostały zabite dla celów realizacji tej pracy: Katarzyna Kozyra użyła już martwego psa i kota, a koń i kogut były przeznaczone na ubój. Piramidzie towarzyszy video z nagraniem uboju konia, który artystka sfilmowała w rzeźni.

„Piramida Zwierząt” to praca ekologiczna. Jej tematem jest relacja między światem zwierząt i światem ludzi. Rzadko kwestionujemy przekonanie, że człowiek jest panem Ziemi: to my tworzymy cywilizację, społeczeństwo, kulturę, traktując świat przyrody jako po prostu coś, w czym żyjemy, z czego korzystamy, i co próbujemy okiełznać dla naszych celów. Spróbujmy wyobrazić sobie świat widziany inaczej niż z perspektywy człowieka. W popularnym filmie „Toy Story” przedstawiona została rzeczywistość z punktu widzenia zabawek, które tworzą alternatywny do ludzkiego świat: rozmawiają ze sobą, mają przemyślenia i uczucia, jednak w obecności człowieka pokornie przyjmują swoją rolę, udając martwe przedmioty. Podobnie, głównie w bajkach pojawia się świat widziany oczami zwierząt, które żyją w swojej, odrębnej od naszej, rzeczywistości. Istnieją takie miejsca, gdzie zwierzęta żyją równolegle wobec ludzi, czy wręcz takie, gdzie to ludzie wchodzą w pozycję intruza: makaki na Gibraltarze, koty w Stambule, szczury w Nowym Jorku czy gołębie na placu świętego Marka w Wenecji. Powstało wiele filmów, w których człowiek jest na łasce zwierząt, żyjąc w strachu przed nimi, uznając swoją podległość wobec groźnych czy nieokiełznanych staje zwierząt – wspomnijmy mewy w „Ptakach” czy rekina ze Szczęk. Gdyby wszystkie zwierzęta sprzymierzyły się ze sobą przeciw ludziom, mogłyby prawdopodobnie unicestwić rodzaj ludzki i zmieść całą sześciomiliardową rasę ludzką z powierzchni ziemi. A miałyby się za co mścić: za kotlety, za skórzane portfele, buty i torby, za futra, za wycieki ropy do oceanów, ścieki, spaliny z samochodów i samolotów, za wycinanie drzew, wysypiska śmieci, za ogrody zoologiczne i cyrk, za chów na ubój, za testowanie kosmetyków, eksperymenty laboratoryjne, za bycie siłą pociągową. Bohaterowie „Piramidy Zwierząt”, pracy inspirowanej baśnią braci Grimm, weszli jeden na drugiego, aby stanąć na wysokości oczu człowieka, zobaczyć jak to jest, patrzeć z naszej perspektywy, ale także spojrzeć nam prosto w oczy i przypomnieć, parafrazując słowa Kingi Dunin, że kotlety nie rosną w lodówce.

Kasia Kazimierowska: Znacie bajkę o czterech muzykantach z Bremy braci Grimm? Jak nie to koniecznie ją przeczytajcie. To opowieść o czwórce domowych zwierząt: ośle, psie, kocie i kogucie, którzy postanawiają uciec od swoich właścicieli, gdy ci chcą brutalnie zakończyć ich ziemski żywot. Zwierzątka sobie podróżują, aż w końcu trafiają na idealne miejsce do życia. Wyganiają siedzących w domku zbójców i odtąd żyją sobie spokojnie (choć jak to u braci Grimm, nie wiadomo, czy długo i szczęśliwie). Kozyra wzięła na warsztat bajkę o odwiecznej brutalności człowieka wobec zwierzęcia, tyle że przełożyła na dzisiejsze realia. A dziś też zwierząt się nie oszczędza, tyle, że nie musimy patrzeć na okrucieństwo, z jakim je traktujemy, bo wszystko odbywa się w zaciszu ubojni, za zamkniętymi drzwiami umieralni dla chorych lub starych zwierząt. Jemy sobie ze spokojem paszteciki, kiełbaski, nie dbając specjalnie o to, co to jest i jak wylądowało na naszym talerzu. W bajce braci Grimm zwierzęta przepędzają ludzi by spokojnie dożyć starości. Czy kiedyś i my dostaniemy za swoje od zwierząt? Bo chyba wiecie, że nam się należy? [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]

Oskar Dawicki: 10 000 PLN

Kilka lat temu Oskar Dawicki umieścił w Galerii Witryna instalację pt 10 000 PLN. Była to wymieniona w tytule kwota w gotówce położona na talerzu. Czy możecie mi państwo wytłumaczyć to dzieło sztuki?

Małgorzata Mokrzycka: To nie było prawdziwe dzieło. To był song protest artysty ironisty. Przyziemna prawda o tych 10 000 złotych, a konkretnie 100 stuzłotówkach położonych na talerzu jest tak, że owa kwota została przez galerię przeznaczona na dzieło, które dopiero miało powstać i być w niej eksponowane. Oskar Dawicki zanim je stworzył dowiedział się, że nie będzie miał 
gdzie go zaprezentować, bo galeria zostaje zlikwidowana. Ale może uznał, że taka kasa 
pokazana w ostatniej chwili życia galerii Witryna, skusi oglądających do prostych przeliczeń. Np. za tę sumę można sobie zamówić 50 nekrologów w codziennym wydaniu gazety, kupić 5 200 kilogramów ziemniaków, przejechać się 357 razy warszawskim metrem, pomyśleć, że to tylko nieco więcej niż miesięcznie inkasuje poseł zawodowy. Od tamtej chwili Oskar Dawicki jest starszy o 2,5 roku, a tamte 10 tysięcy dziś są warte około tysiąca mniej.

Karolina Breguła: 10 000 PLN to niemała kwota. Otrzymanie jej jest marzeniem wielu Polaków. Gdy galeria Witryna zaprosiła Oskara Dawickiego do współpracy, stanął on po raz kolejny w sytuacji, w której artysta staje często – musiał zaproponować dobre dzieło. To moment próby, moment, w którym  10 000 PLN jest warte mniej niż  umiejętność wygenerowania dziesięciu tysięcy złotych myśli. Właśnie o wartościowych myślach, ważniejszych dla artysty niż tysiące w gotówce, była praca Dawickiego. Czy zdecydował się on omówić ten problem publicznie z braku myśli czy z ich nadmiaru – tego nie jestem w stanie osądzić.

Paweł Marczewski: Działanie Oskara Dawickiego (bo trudno pewnie w tym przypadku mówić o pracy) interpretuję jako ironiczne powtórzenie gestu Marcela Duchampa. Skoro wszystko, co wstawimy do galerii, w społecznym odbiorze może stać się sztuką, to może współcześnie, kiedy mówiąc o świecie sztuki coraz częściej określamy go mianem „rynku”, wszystko, co wstawiamy do galerii, automatycznie zyskuje mniejszą lub większą wartość? „10 000” Dawickiego w moim odczuciu jest autosatyrą na „rynek sztuki”, w którym kolekcjonerzy czy kuratorzy mierzą wartość danego dzieła kwotą, którą ktoś jest za nie skłonny zapłacić. Skoro sztuka ma moc tworzenia wartości z niczego, tylko dzięki konwencjom i modom, to może dzieła sztuki jako obiekty są już w ogóle niepotrzebne? [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]

Marek Zygmunt: Medytacje

Chciałbym zamówić tłumaczenie własnej pracy z 2001 roku. Jest to film
pt. Medytacje. Wiem, że to dziwna prośba, ale to tłumaczenie bardzo mi może pomóc, gdyż obawiam się, że zapomniałem o co mi w tej pracy chodziło. Będę bardzo wdzięczny za pomoc. Dozgonnie. Film nie występuje w sieci. Jest w zbiorach MS Łódź. Jeśli zdecydują się Państwo na podjęcie wyzwania umieszczę go w sieci. Pozdrawiam, Marek Zygmunt

Cezary Żechowski: Film „Medytacje” Marka Zygmunta zbudowany jest z kilku sekwencji wideo, na których przedstawiony jest pies, krajobraz, postać ludzka, trawy, woda, pajęczyna. Sekwencjom wideo towarzyszy medytacyjna muzyka, dźwięki dzwonków, śpiew tybetańskich mnichów. Ujęcia są proste i czyste, nie sprawiają wrażenia ani długich ani krótkich. Nie posiadają treści, akcji, a dobrane obiekty wydają się przypadkowe i mogłyby być zastąpione przez inne. Nie widać, żeby autor był szczególnie do nich przywiązany.
Istotą filmu jest przedstawienie ”beztreściowego”, „pustego” stanu umysłu, dlatego autor po latach szukający „zapomnianego” znaczenia, nie odnajdzie go tam, gdyż film żadnych znaczeń nie zawiera. Bez wątpienia jednak wprowadza w stan krótkiej medytacji, transu, a nawet hipnozy. Każda sekwencja rozpoczyna się obrazem zasypiającego, śpiącego lub bawiącego się psa. Pies jest całkowicie bezpieczny i zrelaksowany. Ten autentyczny, nieudawany stan bezpiecznej relaksacji i snu zostaje niejako zaabsorbowany przez widza, który podlega tej samej relaksacji i rozluźnieniu. Kolejne obrazy – trawy, rzeka, pajęczyna istnieją tylko przez chwilę, po czym rozpływają się przed oczyma i nikną pozostawiając krótkotrwały, opustoszały stan umysłu.” [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]