Agnieszka Osiecka: Bossanova do poduszki

Nie będzie to sztuka współczesna, jednak nie potrafię rozgryźć o co chodzi w tekście „Bossanova do poduszki” Agnieszki Osieckiej. Błagam, pomóżcie!

Lidia Breguła: Pani Agnieszka Osiecka napisała ten przecudny wiersz, kiedy w kraju naszym panowałay niepodzielnie czasy siermiężnej komuny. Wszystko, co obce – także i w muzyce. Myślę, że jej piosenka była cichą lecz stanowczą prośbą, aby dopuścić, przytulić i oswoić to, co mentorzy tamtych „nowych” czasów starali się obrzydzić, słuchania czego chcieli koniecznie zabronić. Kojący rytm piosenki i jej delikatne pieszczące ucho słowa miały dać wyraźny sygnał, że sztuka i tak umknie przed brudnym, wszystko depczącym buciorem cenzora ponieważ fruwa nad ziemią i na pewno nie da się zmiażdżyć. [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]

Agnieszka Osiecka: Uciekaj moje serce

Mój problem polega na interpretacji tekstu Agnieszki Osieckiej „Uciekaj moje serce”. Mam dylemat co do głównego bohatera tego utworu. Miejscami mogło by zdawać się że to relacja, uzewnętrznienie się kochanki, ale może się mylę?

Marcin Orliński: Aby zidentyfikować bohatera lirycznego w utworze poetyckim, trzeba przeanalizować, w jaki sposób przejawia się on poprzez sam tekst.

W wierszu Agnieszki Osieckiej Uciekaj moje serce, który znamy również jako piosenkę, bohater liryczny mówi o sobie niewiele, a co najbardziej niepokojące, zwraca się przede wszystkim do swojego serca. Powtarzający się na końcu każdej strofy wers „To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć” sprawia, że bohater ma właściwie tylko dwie cechy: potrafi mówić i posiada serce. Inne części ciała pojawiają się tylko na chwilę – splecione ręce czy oczy uobecniają się jako oderwane od podmiotu lirycznego i oddalone od serca.

Tradycyjna interpretacja nakazałaby oczywiście stwierdzić, że mowa tu o pospolitym romansie. Czemu jednak nie mielibyśmy wyobrazić sobie bohatera jako bezcielesnej istoty, która nie ma innych narządów niż serce? Byłoby to coś na kształt przezroczystej zjawy, tępo wsłuchującej się w głuchy stukot narządu, który za sprawą zjawisk kulturowych i społecznych stał się alegorią wszelkiego afektu. Co gorsza, ostatecznie bohater chce się pozbyć nawet serca, o czym dowiadujemy się przecież z tytułu.

Jeśli więc nasz liryczny upiór powtarza w kółko „To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć”, być może nie opisuje swoich erotycznych nostalgii i miłosnego niespełnienia, lecz wyraża po prostu tęsknotę za ciałem. Nieobecność ciała nie jawiłaby się tu tak jaskrawo, gdyby nie nadmiar świata nieożywionego: „hotel”, „plaża”, „list”, „wtorki, które przyjdą po niedzielach”, „miś” i „kwiatów kiść”.

Czego więc tak naprawdę brakuje bohaterowi lirycznemu w utworze Uciekaj moje serce? Spieszę z odpowiedzią: żołądka, kończyn, organów płciowych, skóry, krwi, kości, a w dalszej kolejności również innych tkanek i narządów. Co bohater zyskałby dzięki ciału? Wszystko. Zacząłby być człowiekiem. A jako istota ludzka być może trafniej potrafiłby określić swoją relację z ukochaną osobą niż tylko poprzez ogólnikowo wyrażone żale i pretensje. Dopiero takiemu bohaterowi można by uwierzyć. [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]

Maess: Esthetique de la rupture

Witam, w ramach ostatniej eksploracji światowej pajęczyny natrafiłam na pracę pewnej rysowniczki o pseudonimie Maess. Estetyka jej prac mnie uwiodła, choć przyznam, że kilkukrotnie pojawiały się problemy interpretacyjne w odbiorze jej twórczość. I oto przykładowo, znalazłam cykl prac o tytule:  Excessive, który nastręczył mi najwięcej problemów. Przechodząc do meritum. Bardzo zaintrygował mnie rysunek „Esthetique de la rupture”. Jednak jestem niezwykle ciekawa recenzji, interpretacji eksperta abym mogła skonfrontować z nią swoje odczucia. Dziękuję.

Oliwia Gede: Cykl rysunków o gwałtownej namiętności. Sedno to energia wybuchu, wytrysku, wrzasku. To stop klatka, zatrzymanie i poddanie analizie energi. Wielkie napięcie. Niebezpieczeństwo. Energia czerwona i kapiąca. Przemawiająca – w gładkich, śmiesznych i przymilnych komiksowych chmurkach – wykrzykująca rozkazy: Bądź posłuszna! Rozstaw nogi! No chodź! Nie ruszaj się! Ale energia jakby ograniczona, schwytana sama forma obrysu, przykryta dla niepoznaki fotosem śpiacej twarzy, buzujaca w ryzach, ujęta w kształt, ujęta w linie. Sztywna – rozsypuje się jak szkło pod uderzeniem pięści Spidermana.

Maja Kiesner: Na tym rysunku jak i na reszcie prac należących do cyklu artystka łączy ołówek z plamą barwną. Daje to razem pozornie eleganckie połączenie. Czerwień na pracach przybiera różne kształty: staje się smugą, ciągiem liter albo formą o organicznym charakterze. Po  oddzielaniu go od całości pozostaje dziwny człowiek prowokacyjnie patrzący w oczy widza, narysowany jest manieryczną kreską i ma dziwnie dużą golemowatą głowę. Rysunek w całości cyklu intrygujący po oddzieleniu od reszty jest słabiutkim szkicem. Mnie nie przekonuje.

Aleksandra Wojtaszek: Rysunków na stronie Maess (www.maess.eu) było dużo, dlatego pozwoliłam sobie wybrać jeden. Rysunek nr 7 składa się z trzech elementów: czerwonej plamy a la atrament rozlany w wodzie, oraz z grafiki a la stara rysowana węglem rycina, która przedstawia głowę śpiącej kobiety (prawdopodobnie). Z grafiką niestety obcuję w małym rozmiarze w internecie, więc nie jestem w stanie rozszyfrować białych refleksów na twarzy Śpiącej, ale kojarzą mi się z odbłyskiem wody w świetle słońca. Mam wrażenie że to też element marzenia sennego, które przemienia się w koszmar, jeśli spojrzymy co kryje się pod „fotografią”. Zagadkowa pozostaje dla mnie trzecia część rysunku a mianowicie odcięta brutalnie prawa strona pracy, po której zostaje jakby wymazane gumką w Paintbrushu (prymitywny program do komputerowej grafiki) białe pole. W tym rysunku Meass urzeka mnie wielowymiarowość, łączenie technik a jednocześnie jego spójność. I tajemnica.

[czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]