Kanye West: Runaway

Bardzo prosiłbym o analizę nowego teledysku Kanyego Westa. Teledysk osobiście bardzo mi się podoba, ale jestem ciekawy co na ten temat myślą eksperci. Czytałem że, teledysk był zainspirowany The Wall Pink Floyd, Thrillerem Michaela Jacksona, a także obrazami Picassa i Matisse’a oraz filmami Federico Felliniego i Stanleya Kubricka. Czy widzicie te inspiracje? Pozdrawiam Jakub Nowak

Przemysław Gulda: Wszystko jest jasne, amerykańscy naukowcy w podziemnych wojskowych laboratoriach już to wiedzą, ale zgromadzeni na tajnym zebraniu najważniejsi politycy całego świata zdecydowali się nie ujawniać tego wprost i od razu, żeby nie powodować nieuchronnej paniki. Więc propagandowy plan jest taki, żeby ujawniać prawdę nie wprost i po kawałku. Najnowszy teledysk Kanye Westa jest jednym z elementów tego planu – ma sączyć drobinki prawdy do świadomości słuchaczy. A prawda jest taka, że do ziemi zbliża się inwazja z innej planety, inwazja rasy nieco podobnej do ziemian, choć bliższej jednak biblijnym wyobrażeniom aniołów (co o tyle nie jest dziwne, że pierwsi, poprzedzający główną armadę, zwiadowcy docierali na ziemię już wcześniej, co trafiło potem do ludowych podań i religijnych ksiąg). Inwazja nie będzie miała bardzo drastycznego przebiegu, nie będą niszczone budynki i palone całe kwartały miast, nie zawali się wieża Eiffla, Statua Wolności nie zatonie, nie przewróci się Pałac Kultury I Nauki. Obcy będą się pojawiać pojedynczo i wchodzić w interakcje z napotkanymi ziemianami. Interakcje o różnym charakterze – w tym także seksualnym. Z takich związków będą się rodzić istoty już tylko w połowie ludzkie, w następnym pokoleniu – już tylko w jednej czwartej. Za kilkanaście pokoleń, odsetek ludzkiej krwi i genomu na ziemi będzie już tak niewielki, że prawie niewidoczny, za kilkadziesiąt pokoleń – ziemia zostanie już całkowicie przejęta przez obcych. Bez jednego wystrzału, bez jednego zawalonego budynku, bez przemocy i hałasu. I przed tym właśnie ma przestrzegać ten teledysk. Ma wdrukowywać do głów ludzi prosty przecież w gruncie rzeczy komunikat: nie wchodzić w relacje z kosmitami, bo to się źle skończy. [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]

Monika Sosnowska

POMOCY!!!! – miłego tłumaczenia…

Barbara Wybacz: Czym w gruncie rzeczy jest dzieło sztuki? – wobec sztuki współczesnej to w gruncie rzeczy pytanie tyle ryzykowne, co niepotrzebne. Poeksperymentujmy możliwością niepostrzegania reguł w sztuce – nie musimy znać powodów by zachwycać się skutkiem.

Gdybym nie znała realizacji Moniki Sosnowskiej, posługując się tym co widzę, powiedziałabym, że jest minimalistką. Ale Sosnowskiej bliższa jest „artystyka precyzyjna” niż działania de minimis.

Choć skondensowane, to dość wyraźne emocje wywołuje u mnie ten niewielki obiekt. Podobnie jak w treści zamówienia – pomocy!- krzyczy kawałek plastikowej rury połączony ze sobą, może zwyczajną skłonnością do wkładania jednego końca w drugi i tylko naukowo potwierdzoną potrzebą gatunku ludzkiego tworzenia skończonych historii i zamkniętych obiegów. Może jest zupełnie inaczej – równie prawdopodobny jest scenariusz bardziej symboliczny niż behawioralny i mamy przed sobą kolejną odsłonę prastarego symbolu Uroboros - węża zjadającego własny ogon. No i jak bardzo potrzebne nam są narracje w sztuce? [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]

Maurizio Cattelan: L.O.V.E.

Rzeźba Maurizio Cattelana  pt. Love odsłonięta przed siedzibą giełdy w Mediolanie przedstawiająca dłoń z podniesionym środkowym palcem. Co może oznaczać i dlaczego właśnie tego typu rzeźbę odsłonił artysta przed siedzibą giełdy?

Mladen Petrov: Jak nam pokazuje to co się stało po kryzysie finansowym światek ludzi odpowiedzialnych za kryzys ma się całkiem nieźle. Nikt nie trafił do więzienia za bilionowe straty i wprowadzenie chaosu w światowych finansach i gospodarce. Ludzie na szczytach zostali najwyżej zwolnieni, ale nic nie szkodzi, bo dostali milionowe odprawy. Jak zatem można interpretować rzeźbę? Oczywista interpretacja, numer jeden: ludzie spoza giełdy, tzw. Joe Average, ma coś do powiedzenia (pokazania) chciwym bywalcom giełdy. Interpretacja druga, w która do mnie bardziej przemawia, jest taka: giełda ma poczucie humoru. Niby śmieje się z siebie zgadzając się na tę rzeźbę, ale tak naprawdę środkowy palec kieruje do Joe Average. Ma zapamiętać, że pomimo to co taki Joe Average mówi niewiele się zmienia na niekorzyść świata finansów. Patrz wyżej.

Roman Łuszczki: Dobrych kilka lat temu pracując na sitodruku w Hilversum, drukującym plakaty, ulotki itp. dla lewackich anarchio skuattersów, wpadł mi w ręce ciekawy rysunek. Przedstawiał on faszystę poważnej postury z ręką uniesioną na znak pozdrowienia Sieg Heil, a za nim drobnej postury człowiek z delikatną euforią na twarzy, zamierzający odciąć olbrzymimi nożyczkami, trzymanymi w dwóch dłoniach, ów rękę uniesioną w symbolicznym uniesieniu.

Maurizio Cattelana w rzeźbie L.O.V.E. zmienił znany, mrożący krew w żyłach symbol pozdrowienia faszystowskiego w symbol seksualnej rozkoszy. Odcinając kolejne palce a w zasadzie sprawiając wrażenie ich odcięcia zostawia tylko ten jeden, ten najdłuższy utożsamiany z penetracją i pobudzaniem najbardziej intymnej strefy erogennej. Uzyskany w ten sposób kosmopolityczny symbol staje się pochwałą miłości i pokoju.

Rysunek z Hilversum poprzez sitodruk został przeniesiony na koszulki, ciekawe czy Cattelan zgodziłby się na przeniesienie wizerunku swej rzeźby do formy popularnej.  [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]

Cool Kids of Death: Mamo, mój komputer jest zepsuty

Chciałabym, aby pomogli mi Państwo w zinterpretowaniu tekstu piosenki „Mamo, mój komputer jest zepsuty”, zespołu Cool kids of death. Z pewnością posiada on jakieś „drugie dno”, którego ja nie potrafię się doszukać.

Przemysław Gulda: Piosenka „Mamo, mój komputer jest zepsuty” jest ukrytą skargą pracownika hipermarketu na jego ciężki los i nadzwyczaj męczącą pracę. Na życie, w którym jest już tylko „walka, pogoń i zadyszka”: walka z wykorzystującymi go przełożonymi, nieustanna pogoń między regałami w poszukiwaniu towarów i wynikająca z niej zadyszka.
Kolejne wersy to zapis gorączkowego biegu po hipermarkecie i kolejne obrazki, które zrozpaczony pracownik dostrzega kątem oka. A to nierówna obudowa któregoś z towarów na dziale AGD, która na pewno zwróci uwagę przełożonych, a to jakiś nerwowy klient wściekle wali pięściami w ekran telewizora na stoisku RTV, a to skwierczy pozostawiony przez beztroskiego sprzedawcę ser na stoisku z hamburgerami, nawet jabłka – dokładniej macintoshe – wydają się podmiotowi lirycznemu jakieś zepsute, nadgniłe, a wręcz – nie boi się użyć mocnego słowa – obsrane.
W rozpaczy nie pozostaje mu więc nic innego, jak tylko zwrócić się do ostatniej w takich wypadkach instancji, ostatniej nadziei, ostatniej pomocy – do matki. I krzyczy do niej w rozpaczy, która każe mu widzieć siebie samego jak maszynę, jak komputer, który właśnie się zepsuł. [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]