Bardzo prosiłabym o analizę, w żaden sposób nie potrafię zinterpretować tego obrazu a wydaje mi się ciekawy. Będę bardzo wdzięczna za wyjaśnienie przedstawienia. Pozdrawiam Bożena Jędrzejowska.

Kasia Kazimierowska: W tym przypadku wiele ułatwiłoby nazwisko autora – uważam, że siłą rzeczy autor zawsze przemawia przez swoje dzieło, a w jego pracy zawsze widoczna jest jego przeszłość, życiorys i doświadczenie.

W tym przypadku obraz odczytałabym jako wariacje na temat… ulicznej lampy. Jest piękna, wygląda jak kula ziemska, tak jakby w ulicznej latarni, zwłaszcza tej świecącej wieczorem, zamykał się cały świat, co się właściwie zgadza, bo wieczorem, gdy spacerujemy ciemną uliczka, często naszym jedynym sprzymierzeńcem jest ta samotna, świecąca ledwo widocznym, a jednak znamiennym światłem, latarnia uliczna, a gdy czujemy się niepewnie - staje się naszym jedynym sprzymierzeńcem i całym światem w sekundzie gdy ją mijamy.

To co wokół latarni - jeśli podoba nam się interpretacja “światowa”, to, zależnie od upodobań, albo nocne motyle, albo ptaki, strzegące tajemnicy świata albo anioły. Ja wolę to ostatnie. [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]

Qi Lei: The Ice Burial

Mam nie lada problem z interpretacją akcji The Ice Burial”, w ramach której chiński artysta Qi Lei zamroził się nieodwracalnie, tym samym skazując się na śmierć.

Oliwia Gede: Qi Lei poprzez swój performance dołączył do długiej listy artystów popełniających w ten lub inny sposób „artystyczne seppuku”. Choć poetycka, bezkrwawa śmierć Qi Lei, była może mniej widowiskowa niż publiczne rytualne samobójstwo Yukio Mishimy, to wpisuje się on w ten sam kanon. Wpisuje się w odwieczną tradycje protestu przeciwko systemowi, przeciwko opresji politycznej, przeciwko ograniczeniu ludzkiej wolności, wiezieniu ducha. Akt śmierci staje się wyrazem najwyższego braku zgody artysty na otaczającą go rzeczywistość. [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]

William Egglestone: Czerwony sufit

Witam! William Egglestone zasłynął jako pionier kolorowej fotografii. Zastanawia mnie, jakie jeszcze wartości kryją w sobie zdjęcia Egglestone’a. Proszę o odpowiedź na przykładzie zdjęcia “Czerwony sufit”.

Oiko Petersen: Jeżeli można kogokolwiek przekonywać do wartości fotografii Eggleston’a, to spróbowałbym oprócz koloru skierować twoją uwagę na zaklętą w tym zdjęciu historię. Tak jak w dobrych powieściach, gdzie najwięcej wyczytujemy między wersami, tak tu – najważniejsze jest to, czego na tym zdjęciu nie ma. Nie ma tu bohaterów, nie ma tu żadnych konkretnych wydarzeń, a jednak właśnie dzięki temu, że z samego obrazu wiemy tak mało, możemy puścić wodze naszej fantazji. Zatrzymać się na moment i podążając za atmosferą tego zdjęcia wpisać w nie własne przypuszczenia. Czerwień jest tu niezwykle sugestywna, wręcz tętniąca erotyzmem. Spróbuj pomyśleć co to może być za pokój, jakie jest jego przeznaczenia, kto w nim przebywa? Zapewniam, że frajda jaką może sprawić odgadywanie odpowiedzi na te pytania stanie się wartością samą w sobie. Have fun!

Krzysztof Pijarski: Postawione pytanie należy do podchwytliwych – trudno bowiem wykazać, cóż w zdjęciach Egglestona znajdziemy ponad wartości kolorystyczne, na podstawie fotografii, która cała jest kolorem! Ponadto określenie “pionier fotografii kolorowej” niesie z sobą pewną ambiwalencję – sam fakt bycia jednym z pierwszych, którzy wystawiali w galerii fotografie barwne niekoniecznie gwarantuje ich jakości jako sztuki; często jest wręcz na odwrót. Nie w przypadku Egglestona. Obraz, zdominowany przez agresywną czerweń sufitu i ścian, przeciętą bielą kabli rozchodzących się gwiaździście z centrum kompozycji (oraz akcentami czerni), to jedna z najbardziej abstrakcyjnych kompozycji amerykańskiego fotografa. Mnie od zawsze przywołuje na myśl dwa obrazy malarskie sprzed stu lat – “Czerwony pokój” i “Czerwoną pracownię” Henri Matisse’a; skojarznie nie tylko kolorystyczne. Matisse należał do grupy fowistów, malarzy, których krytycy obdarzyli pejoratywnym epitetem “dzikie bestie”, ponieważ nie mogli znieść “orgii czystych barw”, rozgrywającej się na ich płótnach. Bardzo podobnie odbierano z początku prace Egglestona – jego wystawa w nowojorskim MoMA z 1976 roku została okrzyknięta najbardziej znienawidzonym wydarzeniem artystycznym roku. Do momentu pojawienia się Egglestona w czerno-białym świecie fotografii artystycznej kolor uważano za rzecz “wulgarną”. Co więcej, autor “Czerwonego sufitu” ściągnął na siebie gromy z powodu “niskich” treści swoich zdjęć; emulując styl fotografii amatorskiej, przyglądał się amerykańskiemu południu, jego najzwyczajniejszej codzienności, tandetnej zwykłości, co zdaniem wielu nie przystawało fotografii pojmowanej jako sztuka wysoka. Tymczasem Eggleston był w stanie w tych ludziach i sytuacjach odnaleźć jakąś nieprzekniknioność i poezję, która sprawia, że do jego zdjęć się wraca. [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]

Dorota Buczkowska, Przemek Dzienis: Bez tytułu

Czy mogę prosić o zinterpretowanie pracy Doroty Buczkowskiej i Przemka Dzienisa?

 

Małgorzata Mokrzycka-Abramowicz: Praca Doroty Buczkowskiej i Przemka Dzienisa to szczególne studium przypadku. Kolejne części pracy ukazują różne fazy psychicznego cierpienia człowieka, który ma świadomość, że istnieje przez przypadek. Wie, że był? jest? dzieckiem niechcianym. Był płodem skazanym na aborcje. Ale jednak przyszedł na świat. Teraz jako człowiek dorosły  nie umie odrzucić wizji, że grozi mu unicestwienie. Wciąż postrzega siebie jego zmultiplikowanego embriona (fot.1). Ból, niepewność, przerażenie powodują, że świat odbiera jako zagrożenie. Wszystko wokół jest okryte czarnym całunem. A może to nie świat zabarwił sie sepią, lecz on otulił się ciemnością (fot.2). Psychiczne rozedrganie powoduje, że nie potrafi zidentyfikować własnej płci. Szczupłe, przygarbione ciało, z niewyrobionymi mięśniami, z delikatnymi drobnymi dłoniami. Bardziej kobiece czy jednak męskie? Szuka. Przymierza się do bycia mężczyzna. Nieśmiało bada czy zaakceptuje siebie z penisem (fot.3). [czytaj więcej]

[dodaj własne tłumaczenie]