Street art w dzielnicy
Witam. Dowiedziałam się o was z wiadomości. I nie rozumiem tego, co ten ktoś robi. Jest strasznie koślawe i brzydkie, zaśmieca moja ulicę, a jednak tak zwany street art to sztuka? Rozmawialiśmy o tym na Radzie Dzielnicy, niestety nie możemy zidentyfikować autora tych śmieci. A ciągłe restaurowanie zabudowań jest kosztowne. Z góry dziękuję za odpowiedź. Marta C.
Paweł Marczewski: W przypadku sztuki ulicznej umiejscowienie pracy jest równie ważne, a często nawet ważniejsze, niż sama treść. Jej istotą jest interakcja z otoczeniem – tworzywem, za pomocą którego powstaje, czy jest to ściana budynku, słup, śmietnik, czy też blaszana budka lub chodnik. Uliczny artysta jest partyzantem, prowadzi dialog z przestrzenią, anektuje ją na krótką chwilę, by następnie ulec odporowi tzw. „czynników oficjalnych”, właścicieli lub formalnych zarządców danej powierzchni, miejsca, konstrukcji. Jego tymczasowymi tytułami własności są wyobraźnia oraz niezgoda na zastaną estetykę i charakter miejsca, które postanowił „ubarwić”.
Nadesłana do nas fotografia (swoją drogą nie zdziwiłbym się, gdyby prośbę o interpretację nadesłał tak naprawdę któryś ze street artowców) jest szczególnie ciekawa, gdyż budka pomalowana przez artystę ukrywającego się za pseudonimem Pikaso ma bliżej nieokreślone przeznaczenie i trudno orzec, przez kogo i w jakim celu została postawiona. Czy to szalet, a może składzik na narzędzia? Dlaczego i kto zdecydował, żeby pomalować ten obiekt na różowo? Pikaso swoją pracą ściąga na ten osobliwy blaszak spojrzenie przechodnia, wydziera różową budkę chaszczom i przemienia w niewielką galerię.
Street artowiec nie jest wandalem, nie niszczy malowanych przez siebie miejsc. Jego prace zawsze można zamalować i on godzi się na to ryzyko. A że to kosztuje? Że jego prace nie zawsze trafiają w gusta mieszkańców? Cóż, niektóre miejskie inwestycje też kosztują nas wszystkich i nie zawsze jesteśmy z nich zadowoleni. Różnica polega na tym, że o wiele trudniej je usunąć, w dodatku ich twórcy powołują się na demokratyczną legitymizację swoich działań, chociaż często nie konsultują ich z mieszkańcami. Street artowcy są o wiele pokorniejsi od miejskich urzędników. [czytaj więcej]






